Dom

Nadszedł czas, aby opowiedzieć coś o pracy tutaj…dopóki sprawa mojego pobytu nie będzie w pełni wyjaśniona, działam tylko w jednym miejscu. Jak już wspominałam, jest to dom stałego pobytu dla osób starszych. Jednak wbrew ogólnym opiniom o tego typu miejscach, tutaj jest naprawdę inaczej. Panuje przyjazna atmosfera i wszyscy pensjonariusze są pod opieką. Jednak z racji dużej liczby podopiecznych w ciężkim stanie, każda pomoc („para rąk” do pracy) jest potrzebna. Dom mieści się w Jerozolimie Wschodniej, tuż przy straszliwym murze granicznym. Ale co to robimy?

Gramy w piłę:

20150929_103633

20150929_103710

Jemy figi, kiedy nikt nie patrzy:

20150929_105422

A przede wszystkim, nie lubimy paparazzi 🙂 :

12059858_1469387686702926_629260488_o

A teraz już trochę bardziej serio… większość osób przebywających w domu, to ludzie bardzo schorowani, w ciężkim stanie. Niewielka liczba porusza się samodzielnie. Większość korzysta z wózków inwalidzkich. Są osoby, które nie mówią, nie kojarzą, nie są w stanie samodzielnie jeść i pić. Harmonogram dnia codziennie wygląda podobnie. Po śniadaniu jest msza święta, w której spora grupa podopiecznych uczestniczy. Po niej jest czas pojenia. Potem czas wolny. Po nim obiad. Dalej, odpoczynek poobiedni. O godzinie 15 chętni skupiają się w głównej sali i odmawiają różaniec. Po modlitwie jest podwieczorek. Na tym etapie kończy się mój dzień pracy (ok. godziny 16.30).

Ciężko mówić o prowadzeniu warsztatów, praca ma charakter wybitnie socjalny. Jednak w czasie wolnym staram się wprowadzać elementy aktywności. W ostatnim tygodniu, razem z drugą wolontariuszką zabierałyśmy kilku podopiecznych do altany w ogrodzie. Tam były zajęcia z piłką. Proste ćwiczenie – łapanie i odrzucanie, ale zmuszało osoby do podejmowania ruchu. A ile przy tym radości! Kolejnym dobrym pomysłem była wyprawa pod drzewo figowe i zrywanie świeżych fig (arab. tin-tin). Od tego czasu, kiedy tylko jedna pani mnie widzi, to krzyczy „tin-tin, tin-tin!”.

Pomoc najbardziej jest potrzebna podczas posiłków, szczególnie przy obiedzie. Może wydawać się to kuriozalne, ale naprawdę satysfakcja jest niesamowita, kiedy niektórzy podopieczni zjedzą cały obiad. Czasem trwa to nawet godzinę, lub dłużej, ale kiedy się uda, to cieszy. W tym miejscu cieszą głównie małe rzeczy, małe sprawy – Toros zjadł całe drugie danie, Theres zrobiła kilka samodzielnych kroków przy asekuracji, Fatmeh próbowała łapać piłkę podczas gry. To się tutaj liczy. To i uśmiech. Bo starsi i chorzy ludzie również potrafią się cieszyć, czasem mam wrażenie, że nawet bardziej niż inni.

Tyle na dziś. Postaram się opowiedzieć więcej o Jerozolimie, bo od kilku dnia sytuacja związana z bezpieczeństwem w mieście (a właściwie jego brakiem) się zaostrza…


„Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP”.