kolejny powrót

Na samym wstępie bardzo przepraszam i dziękuję za cierpliwość. Moje półtoramiesięczne milczenie mogę jednak wytłumaczyć. Wybrałam opcję 3! Wróciłam do Polski, aby starać się o wizę. Okazało się jednak, że procedury są skomplikowane i długotrwałe, dlatego nie będzie wizy…w międzyczasie zaczęłam chorować. Mimo leczenia stan zdrowia nie poprawiał się, a po otrzymaniu smętnej wiadomości można nawet powiedzieć, że uległ pogorszeniu… trafiłam do szpitala, pojawiła się wątpliwość czy projekt będzie kontynuowany. Dostałam jednak zgodę na kontynuację, za co bardzo dziękuję MSZ. I po odchorowaniu tego co moje… wróciłam!!! Jestem tu znów!!! Czekało mnie sporo miłych wiadomości, po pierwsze, że koordynatorzy z Caritas Jerozolima bardzo się o mnie martwili, ale to jeszcze nic! Dowiedziałam się, że pensjonariusze z domu Notre Dame pytali, gdzie jestem, dlaczego nie wracam, a kiedy wrócę. A jedna pani dodała „bo ja tęskniłam”. To chyba coś najmilszego, co można usłyszeć. Że zostało się zapamiętanym, a ponadto, że ci wspaniali starsi ludzie odczuwali mój brak. Dlatego tym bardziej muszę teraz podwoić wysiłki żeby zrealizować to, co zamierzałam. Na razie zaczynam powolutku, po-chorobowe osłabienie ciągle mnie trzyma, pierwsze dwa dni trochę gorączkowałam (choć ja myślę, że to z emocji, przez stres i radość z powrotu w jednym), ale wracam do formy. Będziemy gotować, malować i aktywnie spędzać czas J Co więcej, zbliża się okres Bożego Narodzenia, co będzie stanowiło kwintesencję mojej pracy. Chcę, aby tegoroczne Święta zapamiętali na długo! Dla mnie samej pobyt tutaj w takim okresie jest niezwykły. W ten jeden dzień to właśnie Betlejem staje się centrum świata…

Obiecałam powiedzieć coś o sytuacji w kraju. W ostatnim tygodniu mojego zeszłego pobytu bardzo zaostrzył się konflikt izraelsko-palestyński. I niestety sytuacja nie uległa poprawie. Każdego dnia dochodzi do ataków i zamachów (noże i broń palna), wyczuwa się atmosferę napięcia. Kiedy budzę się rano i słyszę latający helikopter, to wiadomo „że coś się święci”. Tutaj zawsze helikopter kojarzy mi się z zagrożeniem. Obecnie najgorsza sytuacja panuje w Hebronie, na północy kraju. W Jerozolimie, Betlejem i Ramallah również bywa groźnie. Człowiek nawet na rynek nie może spokojnie pójść. Któregoś popołudnia człowiek chciał się wybrać i zobaczyć co słychać „na szuku”, ale w połowie drogi przypomniał sobie, że zapomniał zabrać torby z biura Caritas, no to się zniechęcony wrócił. A tu potem: policja, wojsko, karetki, kursy tramwaju wstrzymane! Dlaczego? Bo jak potem przeczytałam właśnie pod rynkiem, w samym centrum miasta, doszło do kolejnych zamachów. I jak tu czuć się normalnie? Mało brakowało!

Nie potrafię właściwie ocenić sytuacji, nie jestem ekspertem, nie badam podłoża konfliktu, ale jak obserwuje się życie codzienne to wydaje się, że obie strony są odpowiedzialne za to co się dzieje. Jedni walczą o wolność (ale dlaczego przez przelewanie krwi?). A drudzy odpowiadają na te ataki ze zdwojoną siłą (gdzie brutalność przechodzi wszelką miarę!). I do czego niby oni wszyscy dążą w ten sposób? Do pokoju! Brzmi tak absurdalnie, że aż śmiesznie..


„Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP”.