Zakupy

 

Co nowego? Od 3 tygodni powolutku szykujemy się do Świąt Bożego Narodzenia! To wielkie przeżycie. Do tego obchodzone zupełnie inaczej niż w Polsce. Wczoraj byłam w wielkiej galerii handlowej i cóż tam? Nic! Zero światełek, girland, choinek i cyklicznie puszczanych piosenek typu „Christmas”. Chrześcijanie w Jerozolimie zdecydowanie bardziej celebrują Święta w sercach, niż witrynach sklepowych.

Jednak nie można powiedzieć, że zupełnie nic się nie dzieje… u nas w Notre Dame des Delours i Elderly Day Care Center przygotowania idą pełną parą. Od listopada robimy zakupy, od grudnia prowadzę warsztaty podczas których szykujemy świąteczne dekoracje 🙂

A zaczęło się od zakupów na Starym Mieście:

20151207_15370920151207_153353

 

 

 

20151207_153431 20151207_154231

 

Później gdzieś to trzeba było zmagazynować…oczywiście budynek Caritas Jerozolima najlepiej się do tego nadawał, a szczególnie biuro mojej kochanej koordynator Mervat 😉 jak to Mervat pięknie powiedziała: „Caritas Polska jest zawsze w moim sercu”.

20151208_091445

 

20151208_091231

 

20151214_085938

 

20151208_091428

 

Krótko mówiąc – zawaliłam całe biuro! Najśmieszniej było jak wspólnie z Dimą (pracownikiem socjalnym Caritas ds. osób starszych) przytaszczyłyśmy 3 wielkie pudła z bombkami. Zakupów przybywało z każdym dniem, gdyż nie miałam możliwości zabrać do Domów wszystkiego na raz. Codziennie rano wstępowałam do biura idąc do pracy i zabierałam po troszku. Zawsze coś taszczyłam idąc na dworzec i początkowo wszyscy tam na mnie podejrzliwie zerkali. Teraz już jestem znajoma, więc ani bombki, ani łańcuchy, ani papiery czy mazaki nie są im dziwne 😀 Pamiętam też moją pierwszą podróż, udało mi się znaleźć busa po 15 minutach chodzenia po dworcu. Byłam jedyną blondynką spacerującą po arabskim dworcu autobusowym. Wszyscy wytrzeszczali oczy. Potem tłumaczyłam mało składnie gdzie chcę jechać. Ale grunt, że w końcu zajechałam!

Teraz już nie mam takich problemów, pojawiam się na dworcu przez cały tydzień. Podróżuję zazwyczaj o tej samej godzinie, zatem z tymi samymi kierowcami. Wydawałoby się, że rutynowo… ale zawsze coś się musi wydarzyć… w zeszłym tygodniu pan rusza z przystanku… cofa…cofa…i nagle buuum!!! Już nie cofa. Drugi kierowca z przeciwnego kierunku też cofał! Wyskoczyli obaj, pokrzyczeli może minutę, każdy wsiadł z powrotem do swojego busa i jedziemy! Co tam stłuczka 😀 Po chwili ruszamy dość gwałtownie…i nagłe hamowanie (ja bęc w siedzenie!). Pan kierowca nie zauważył pani z zakupami, mało jej nie przejechał (na pasach!)…i cóż robi kierowca (oprócz trąbienia, bo to standard, który opisywałam już milion razy)? Otwiera okno i wrzeszczy na biedną kobitę! Mało jej nie zabił, to jeszcze okrzyczał. Nic to. Jedziemy dalej. Jesteśmy już na miejscu, Ras Al-Amud, mur, ostatni przystanek. Pan pyta gdzie mnie wysadzić, bo może podjechać pod górę (ja od przystanku mam jeszcze jakieś 5 minut pod górkę). Ja cała szczęśliwa. Ruszamy, a tu nagle na górce busik zastrajkował, zgasł i zaczynamy się powoli toczyć… To pan, że mnie dalej jednak nie podwiezie… Ja: to ja już tu wysiądę!

Nie ma to jak podróże 🙂


Projekt współfinansowany w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej

Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Caritas_Poland_logo_duze_CMYKPolish aid 
 

„Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP”.